Na nowy rok 2018 kupiłam sobie soniczną szczoteczkę do zębów. Dentysta namawiał mnie na elektryczną, ale że ma się kolegów gadżeciarzy, którzy pracują z dostawcą Philips, więc poszłam za ich namową i kupiłam już soniczną (180zł ale prezentom się w zęby nie zaglada ;)))
Oprócz tego, że do dobrego człowiek się szybko przyzwyczaja, to uradowałam dentystę i skróciłam czas pobytu na fotelu, bo właściwie przestał mi się odkładać kamień na zębach. Prawie bo cudów nie ma, ale z wcześniejszej godziny walki zrobiło się dziesięć minut łącznie z polerką.
Głowice kupuję na aliexpress bo jeszcze na głowę nie upadłam żeby płacić za nazwę marki. Te z ali też wytrzymują 2 miesiące.
Później opętał mnie kubeczek menstruacyjny.
Jak zarazy nie znoszę podpasek, tamponów za bardzo nie mogę, bo mnie wysuszają, a mój radosny okres przy hormonach potrafi trwać smętne bo smętne, ale 10 dni. Dostawałam ciężkiej cholery.
Więc po krótkiej konsultacji przez FB (dzięki Agnieszka!), kupiłam na promocji w Rossmanie kubeczek Facelle (29zł)
Przez pierwszy okres miałam przygody godne komedii, a z aplikacji tej małej cholery mogłam robić magisterkę :)
Po pierwsze kubeczek jest za miękki, więc przy słabym krwawieniu wszystko jest ok, ale przy szwedzkim potopie przeciekam. Muszę kupić twardszy. Na potop a także z powodu ćwiczeń. Mięśnie Kegla mam zdecydowanie w lepszej kondycji niż mięśnie brzucha.
Po drugie i tak jestem zachwycona, choć w pełni docenię wynalazek latem. Nie było dla mnie gorszej zarazy niż spać w tym całym naboju w upale.
Ostatni gadżet wymogło moje dziecko. Kupiłam dla siebie i dla niej soniczną szczoteczkę do twarzy. Małe, słodkie silikonowe ustrojstwo z wypustkami do mycia i jednocześnie masażu twarzy. Po kilku użyciach widzę, że z powodzeniem zastępuje każdy piling mechaniczny i ładnie ożywia skórę.
Najpierw zmywam make-up, potem nawilżam twarz, nakładam łagodny środek myjący i jadę szczoteczką. Znikają wszystkie suche skórki, a rano okazuje się, że mogę zmniejszyć ilość podkładu mineralnego, bo nie potrzebuję drugiej warstwy.
Szczoteczka
-10% rabatu więc też nie majątek.
Poza tym mój mąż zbuntował się na częste wizyty u fryzjera, tym bardziej, że strzyże się maszynką, w stylu wojskowym. Wizyta co miesiąc, bo zarasta szybko, po 25zł za krótki seans.
Więc kupił maszynkę i wręczył ją żonie. "Tnij niewiasto a 25zł możemy przepić"
No to się uczę i tnę.
I na pewno się nie nudzę :)
Nic nie musisz
piątek, 17 maja 2019
czwartek, 24 stycznia 2019
Ponad pół
Ponad pół roku od ostatniego wpisu. Ja to jestem Koszałek Opierdalacz!
Chemii domowej i kosmetyków naturalnych trzymam się dalej, chociaż jestem mało odkrywcza. Lu przejęła rolę badacza i testera, ja tylko korzystam z jej pomysłów.
Produkuje więc maski do włosów, wcierki, testuje domowe maseczki ze składników spożywczych (czasami rujnując mi późne plany obiadowe, bo "to było ostatnie jajo!"). Balsam do ust który zrobiła na początku grudnia używamy obie i jakoś nie chce się skończyć. Ma dziewczyna naturalny talent do mieszania składników, widocznie to te wiedźmie geny po kądzieli.
Resztę kosmetyków kupujemy tanio i z półek do których trzeba się schylić.
No chyba że to minerały. Te nie są tanie, ale za to starczają mi na pół roku więc drogo nie wychodzi.
Nie wróciłam już do podkładów w płynie, korektorów, gąbek i pudrów. Wydałam do reszty i nie tęsknię. To jest naprawdę spora oszczędność, teraz już mam porównanie.
Przy ciuchach zastosowałam metodę odwróconych wieszaków. Jeśli czegoś nie zdejmę przez rok - wylatuje do PCK. A zakupy wciąż najchętniej robię w szmateksie i "po ludziach". Dziś na przykład kupiłam bardzo ładny opalacz na lato. I mam z głowy szukanie i mierzenie po sklepach :)
Najcięższym zadaniem było wyciągnięcie wszystkich zachomikowanych bluz i bluzek i zmuszenie się do używania. Oczywiście ubrań mam dużo, tylko działa zasada 20/80 czyli te 80 nie noszonych, bo cośtam nie. Amortyzuję je teraz na siłę.
Szalików i czapek mam na trzy zimy naprzód, bo mnie poniosło przy włóczkach.
Za to spodni i sukienek jak na lekarstwo, ale tego już sobie nie uszyję. Tego talentu nie posiadam. A szkoda...
A na koniec dodam, że absolutnie opanował mnie minimalizm i czuję się w nim jak ryba w wodzie.
Znalazłam swoją sektę :)))
Chemii domowej i kosmetyków naturalnych trzymam się dalej, chociaż jestem mało odkrywcza. Lu przejęła rolę badacza i testera, ja tylko korzystam z jej pomysłów.
Produkuje więc maski do włosów, wcierki, testuje domowe maseczki ze składników spożywczych (czasami rujnując mi późne plany obiadowe, bo "to było ostatnie jajo!"). Balsam do ust który zrobiła na początku grudnia używamy obie i jakoś nie chce się skończyć. Ma dziewczyna naturalny talent do mieszania składników, widocznie to te wiedźmie geny po kądzieli.
Resztę kosmetyków kupujemy tanio i z półek do których trzeba się schylić.
No chyba że to minerały. Te nie są tanie, ale za to starczają mi na pół roku więc drogo nie wychodzi.
Nie wróciłam już do podkładów w płynie, korektorów, gąbek i pudrów. Wydałam do reszty i nie tęsknię. To jest naprawdę spora oszczędność, teraz już mam porównanie.
Przy ciuchach zastosowałam metodę odwróconych wieszaków. Jeśli czegoś nie zdejmę przez rok - wylatuje do PCK. A zakupy wciąż najchętniej robię w szmateksie i "po ludziach". Dziś na przykład kupiłam bardzo ładny opalacz na lato. I mam z głowy szukanie i mierzenie po sklepach :)
Najcięższym zadaniem było wyciągnięcie wszystkich zachomikowanych bluz i bluzek i zmuszenie się do używania. Oczywiście ubrań mam dużo, tylko działa zasada 20/80 czyli te 80 nie noszonych, bo cośtam nie. Amortyzuję je teraz na siłę.
Szalików i czapek mam na trzy zimy naprzód, bo mnie poniosło przy włóczkach.
Za to spodni i sukienek jak na lekarstwo, ale tego już sobie nie uszyję. Tego talentu nie posiadam. A szkoda...
A na koniec dodam, że absolutnie opanował mnie minimalizm i czuję się w nim jak ryba w wodzie.
Znalazłam swoją sektę :)))
wtorek, 5 czerwca 2018
Krok w tył
Bilans musi być.
Wyjeżdżając na długi weekend nie sprawdziliśmy stanu zamrażalnika, który lubi odbijać przy zamykaniu.
W niedzielę, oprócz rozpakowywania i ogarniania rzeczywistości, mieliśmy sprzątanie lodówki.
To co myślałam o sobie/o nas wywalając zawartość odmrożonego dobra, nie nadaje się do druku.
I nie chodziło wcale o pieniądze.
Qrwa.
Wyjeżdżając na długi weekend nie sprawdziliśmy stanu zamrażalnika, który lubi odbijać przy zamykaniu.
W niedzielę, oprócz rozpakowywania i ogarniania rzeczywistości, mieliśmy sprzątanie lodówki.
To co myślałam o sobie/o nas wywalając zawartość odmrożonego dobra, nie nadaje się do druku.
I nie chodziło wcale o pieniądze.
Qrwa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Gażeciara
Na nowy rok 2018 kupiłam sobie soniczną szczoteczkę do zębów. Dentysta namawiał mnie na elektryczną, ale że ma się kolegów gadżeciarzy, któr...
