Najtrudniejsze dla mnie jest robienie czegoś powoli.
Wcielanie w życie czegoś na co zapadło się RAPTEM, ale sens ma tylko wtedy, gdy człowiek bardziej zaniecha niż zrobi coś nowego.
Żeby NIE kupić wielorazowych spryskiwaczy, bo środków chemicznych mam jeszcze na kwartał. Rozcieńczyć, używać oszczędnie, nie wyrzucać bez sensu. Folię, która już kupiona, wykorzystać na siedemnaście sposobów zanim się wyrzuci. Jeżu malusieńki jakie to jest trudne!
Najłatwiej jest mi wcielić w życie ułatwienia.
Zrezygnowałam z płatków kosmetycznych, bo i tak zmywanie makijażu w ten sposób strasznie mnie nudzi. Podebrałam sposób jednej dziewczyny na YT i zmywam cały make-up olejkiem z Biodermy. Na zmianę z żelem-pilingiem.. Olejek sensibo z Bio w dużym paku stoi u mnie pod prysznicem, bo mam atopowe dziecko, ale oczywiście korzystamy obie.
Tonikiem pryskam twarz, szyję i dekolt prosto z butelki. Zero śmieci po demakijażu.
Nie lubię i nie służy mi woda gazowana, więc stacjonarny filtr do wody mam od dawna i chyba już trzeci. Poprzednie zakończyły żywot z przepracowania. Teraz dokupiłam jeszcze małe, podręczne butelki z filtrem i cieszę się jak szop żarciem.
Zawsze noszę przy sobie składaną torbę na zakupy, a na zakupy sobotnie, czyli całotygodniowe mam nawet torbiszcza z Lidla.
Zostały te cholerne rwane reklamóweczki z marketów, które łupały mnie w wątrobę.
Ale dzisiaj dotarły wreszcie moje własne, czarne i miętowe, WARZYWORKI :) które zamówiłam z pracowni Nożyczki .
Żeby zrozumieć mój entuzjazm trzeba pamiętać, że uważam nową patelnię za cudowny prezent :)))
poniedziałek, 26 marca 2018
wtorek, 13 marca 2018
Początki
Zawsze byłam miwisistą.
Nie bałaganiarzem, lubiłam mieć rzeczy na swoim miejscu, ale generowałam nieład i chaos niechęcią do roboty.
Za to kurz mi nie wadził. Pełna symbioza.
Potrafiłam w epicentrum sprzątania znaleźć zapomnianą książkę i budziłam się parę godzin później. Wciąż w totalnym bałaganie, głodna, zmarznięta i z pełnym pęcherzem.
Zmieniałam się już na swoim. Powoli. Gdy dziecko podrosło a rodzina przestała się wtrącać.
Najpierw żywiołowo znienawidziłam stare meble, przepełnione szafki kuchenne, skorupy z czasów Gierka, po jednym z kompletu. Zaczęłam wyrzucać, albo wynosiłam do pracy, gdzie zawsze był niedobór naczyń kuchennych.
Punktem zwrotnym okazał się generalny remont mieszkania, gdy trzeba było cały nabój spakować i przeprowadzić. Zastanowiło mnie, ileż do cholery można mieć rzeczy? Precz mię z tym!
Trójpodział wymyśliłam sama - a później przeczytałam o nim w poradnikach :)
- do śmieci.
- do oddania/sprzedania
- będę nosić
Kupiłam worki próżniowe i rzeczy typowo sezonowe zasysam na naleśniki oraz chowam wysoko i głęboko w szafach.
Walczę z zakupoholizmem gadżetów kuchennych. A każdy pierdolniczek jest taaaaki pięęękny!
Nie obchodzę radosnych, komercyjnych świąt wszelakich, wiec nie ma w moim domu 10 tysięcy ozdóbek. Rodzina mi ostatnio pomogła, bo nie chcieli choinki a światełka zawiesiliśmy na biblioteczce i karniszu.
Lubię światełka więc to co chcę mieć w domu - robię sama. Dowodem są moje maniactwa z instagrama.
A teraz zapadłam na lesswaste bo w zerowaste to ja na tej planecie nie wierzę.
Podobno sensem jest droga, nie sam cel.
A droga przede mną, przed nami, długa. Więc będę zapisywać te małe kroki.
Nie bałaganiarzem, lubiłam mieć rzeczy na swoim miejscu, ale generowałam nieład i chaos niechęcią do roboty.
Za to kurz mi nie wadził. Pełna symbioza.
Potrafiłam w epicentrum sprzątania znaleźć zapomnianą książkę i budziłam się parę godzin później. Wciąż w totalnym bałaganie, głodna, zmarznięta i z pełnym pęcherzem.
Zmieniałam się już na swoim. Powoli. Gdy dziecko podrosło a rodzina przestała się wtrącać.
Najpierw żywiołowo znienawidziłam stare meble, przepełnione szafki kuchenne, skorupy z czasów Gierka, po jednym z kompletu. Zaczęłam wyrzucać, albo wynosiłam do pracy, gdzie zawsze był niedobór naczyń kuchennych.
Punktem zwrotnym okazał się generalny remont mieszkania, gdy trzeba było cały nabój spakować i przeprowadzić. Zastanowiło mnie, ileż do cholery można mieć rzeczy? Precz mię z tym!
Trójpodział wymyśliłam sama - a później przeczytałam o nim w poradnikach :)
- do śmieci.
- do oddania/sprzedania
- będę nosić
Kupiłam worki próżniowe i rzeczy typowo sezonowe zasysam na naleśniki oraz chowam wysoko i głęboko w szafach.
Walczę z zakupoholizmem gadżetów kuchennych. A każdy pierdolniczek jest taaaaki pięęękny!
Nie obchodzę radosnych, komercyjnych świąt wszelakich, wiec nie ma w moim domu 10 tysięcy ozdóbek. Rodzina mi ostatnio pomogła, bo nie chcieli choinki a światełka zawiesiliśmy na biblioteczce i karniszu.
Lubię światełka więc to co chcę mieć w domu - robię sama. Dowodem są moje maniactwa z instagrama.
A teraz zapadłam na lesswaste bo w zerowaste to ja na tej planecie nie wierzę.
Podobno sensem jest droga, nie sam cel.
A droga przede mną, przed nami, długa. Więc będę zapisywać te małe kroki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Gażeciara
Na nowy rok 2018 kupiłam sobie soniczną szczoteczkę do zębów. Dentysta namawiał mnie na elektryczną, ale że ma się kolegów gadżeciarzy, któr...
