piątek, 17 maja 2019

Gażeciara

Na nowy rok 2018 kupiłam sobie soniczną szczoteczkę do zębów. Dentysta namawiał mnie na elektryczną, ale że ma się kolegów gadżeciarzy, którzy pracują z dostawcą Philips, więc poszłam za ich namową i kupiłam już soniczną (180zł ale prezentom się w zęby nie zaglada ;)))
Oprócz tego, że do dobrego człowiek się szybko przyzwyczaja, to uradowałam dentystę i skróciłam czas pobytu na fotelu, bo właściwie przestał mi się odkładać kamień na zębach. Prawie bo cudów nie ma, ale z wcześniejszej godziny walki zrobiło się dziesięć minut łącznie z polerką.
Głowice kupuję na aliexpress bo jeszcze na głowę nie upadłam żeby płacić za nazwę marki. Te z ali też wytrzymują 2 miesiące.

Później opętał mnie kubeczek menstruacyjny.
Jak zarazy nie znoszę podpasek, tamponów za bardzo nie mogę, bo mnie wysuszają, a mój radosny okres przy hormonach potrafi trwać smętne bo smętne, ale 10 dni. Dostawałam ciężkiej cholery.
Więc po krótkiej konsultacji przez FB (dzięki Agnieszka!), kupiłam na promocji w Rossmanie kubeczek Facelle (29zł)
Przez pierwszy okres miałam przygody godne komedii, a z aplikacji tej małej cholery mogłam robić magisterkę :)
Po pierwsze kubeczek jest za miękki, więc przy słabym krwawieniu wszystko jest ok, ale przy szwedzkim potopie przeciekam. Muszę kupić twardszy. Na potop a także z powodu ćwiczeń. Mięśnie Kegla mam zdecydowanie w lepszej kondycji niż mięśnie brzucha.
Po drugie i tak jestem zachwycona, choć w pełni docenię wynalazek latem. Nie było dla mnie gorszej zarazy niż spać w tym całym naboju w upale. 


Ostatni gadżet wymogło moje dziecko. Kupiłam dla siebie i dla niej soniczną szczoteczkę do twarzy. Małe, słodkie silikonowe ustrojstwo z wypustkami do mycia i jednocześnie masażu twarzy. Po kilku użyciach widzę,  że z powodzeniem zastępuje każdy piling mechaniczny i ładnie ożywia skórę.
Najpierw zmywam make-up, potem nawilżam twarz, nakładam łagodny środek myjący i jadę szczoteczką. Znikają wszystkie suche skórki, a rano okazuje się,  że mogę zmniejszyć ilość podkładu mineralnego, bo nie potrzebuję drugiej warstwy.


Szczoteczka

-10% rabatu więc też nie majątek.

Poza tym mój mąż zbuntował się na częste wizyty u fryzjera, tym bardziej, że strzyże się maszynką, w stylu wojskowym. Wizyta co miesiąc, bo zarasta szybko, po 25zł za krótki seans.
Więc kupił maszynkę i wręczył ją żonie. "Tnij niewiasto a 25zł możemy przepić"
No to się uczę i tnę.
I na pewno się nie nudzę :)

2 komentarze:

  1. Zeszłej jesieni u mnie w łazience też zawitała szczoteczka soniczna. Wcześniej przez lata byłam wierna elektrycznej Oral B.
    Soniczna jest jednak delikatniejsza dla wrażliwych dziąseł, więc bardzo sobie chwalę tę zmianę.

    Mężowską fryzjerką też byłam :-) Ale u mojego męża to były tak częste seanse, że wymiękałam.
    Teraz ma swoją Mirkę w salonie męskim, a ja tylko czasem skracam tył i ogarniam szyję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie gadżety które ułatwiają życie są darem :)

      Usuń

Gażeciara

Na nowy rok 2018 kupiłam sobie soniczną szczoteczkę do zębów. Dentysta namawiał mnie na elektryczną, ale że ma się kolegów gadżeciarzy, któr...