środa, 11 kwietnia 2018

Mini urlop i less waste

Jak już fejsbuki wiedzą, byliśmy z Panemężem na wielkanocnej emigracji w Bieszczadach.

Wiadomo było, że po sklepach w święta latać nie będziem, więc zabraliśmy co się dało, aby przetrwać ewentualną śnieżycę. Śnieżyca była, nie tylko ewentualna, ale i dość namacalna, więc przydało się wszystko.
Bigos w słoiku, pulpety w sosie pomidorowym - również. Keks od teściowej, popcorn, grzaniec galicyjski i zbójnicki z rumem, wino Kadarka, 2 kg warzyw różnych oraz biały ser.
Na drogę, która była długa, bo Ślubny z uporem jeździ eko-nomicznie i eko-logicznie, miałam zabrane w termosach kawę i herbatę. Oba trzymały tak dobrze, że ciepły łyk herbaty trafił mi się nawet tuż przed metą. Zabrałam ze sobą również butelkę wody z filtrem, przez co odpadł nam  dodatkowy zakup wody mineralnej.
Przez cały pobyt wyprodukowaliśmy 1/4 wiaderka  śmieci i tylko dlatego, że nie wiem czy mi się kalkuluje kupowanie kubeczka m.
Papier zniknął w kominku, butelki i puszki zostały w śmieciach segregowanych.

Idzie nam coraz lepiej :)

A gwoździem programu było to, że każde schudło po kilogramie.
Jedząc, pijąc i bycząc się na kanapie.

3 komentarze:

  1. Małgoś, wspominałaś kiedyś o workach próżniowych, których używasz. Czy masz jakieś sprawdzone firmy/rodzaje? Czy kupować w ciemno na Alle?
    Byłabym wdzięczna za poradę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z workami niestety sama mam problem. Te które kupiłam ostatnio są beznadziejne i przepuszczają w minutę.
      Ciągle szukam pewniaków.
      Najlepiej byłoby dorwać sprzedającego który ma stacjonarny adres.

      Usuń
    2. Dzięki Małgoś :-)
      Będę robiła "risercz" na pobliskim bazarku i dam znać gdybym namierzyła jakąś dobrą firmę.

      A tak poza tym - fajny pomysł na blog. Bliskie mi tematy.

      Usuń

Gażeciara

Na nowy rok 2018 kupiłam sobie soniczną szczoteczkę do zębów. Dentysta namawiał mnie na elektryczną, ale że ma się kolegów gadżeciarzy, któr...