Jak już fejsbuki wiedzą, byliśmy z Panemężem na wielkanocnej emigracji w Bieszczadach.
Wiadomo było, że po sklepach w święta latać nie będziem, więc zabraliśmy co się dało, aby przetrwać ewentualną śnieżycę. Śnieżyca była, nie tylko ewentualna, ale i dość namacalna, więc przydało się wszystko.
Bigos w słoiku, pulpety w sosie pomidorowym - również. Keks od teściowej, popcorn, grzaniec galicyjski i zbójnicki z rumem, wino Kadarka, 2 kg warzyw różnych oraz biały ser.
Na drogę, która była długa, bo Ślubny z uporem jeździ eko-nomicznie i eko-logicznie, miałam zabrane w termosach kawę i herbatę. Oba trzymały tak dobrze, że ciepły łyk herbaty trafił mi się nawet tuż przed metą. Zabrałam ze sobą również butelkę wody z filtrem, przez co odpadł nam dodatkowy zakup wody mineralnej.
Przez cały pobyt wyprodukowaliśmy 1/4 wiaderka śmieci i tylko dlatego, że nie wiem czy mi się kalkuluje kupowanie kubeczka m.
Papier zniknął w kominku, butelki i puszki zostały w śmieciach segregowanych.
Idzie nam coraz lepiej :)
A gwoździem programu było to, że każde schudło po kilogramie.
Jedząc, pijąc i bycząc się na kanapie.
Małgoś, wspominałaś kiedyś o workach próżniowych, których używasz. Czy masz jakieś sprawdzone firmy/rodzaje? Czy kupować w ciemno na Alle?
OdpowiedzUsuńByłabym wdzięczna za poradę :-)
Z workami niestety sama mam problem. Te które kupiłam ostatnio są beznadziejne i przepuszczają w minutę.
UsuńCiągle szukam pewniaków.
Najlepiej byłoby dorwać sprzedającego który ma stacjonarny adres.
Dzięki Małgoś :-)
UsuńBędę robiła "risercz" na pobliskim bazarku i dam znać gdybym namierzyła jakąś dobrą firmę.
A tak poza tym - fajny pomysł na blog. Bliskie mi tematy.